Jak wskoczyć na wyższy level sprzedaży. Część 2. Poznaj potrzeby klientów

Pisaliśmy ostatnio o zagadnieniu omnichannel w kontekście przełożenia definicji na rzeczywistość sprzedażową. Wiecie już zatem, że omnichannel to – krótko mówiąc – strategia komunikacji. Niezwykle precyzyjna, wielokanałowa i multidyscyplinarna, ponieważ łączy w sobie podejście psychologiczne, działania marketingowe i wykorzystanie nowoczesnych technologii.

Te z kolei usprawniają procesy przepływu informacji na temat użytkowników, a więc ułatwiają wpływanie na procesy zakupowe potencjalnych klientów, co w efekcie przekłada się na wzrost sprzedaży.
Brzmi jak spełnienie marzeń szefa działu handlowego każdej firmy, prawda? To dobrze, bo właśnie w ten sposób działa marketing automation z omnichannel na czele – spełnia życzenie pojawienia się przysłowiowego „ruchu w interesie”. Ktoś może zapytać, no fajnie, ale gdzie w tym wszystkim jest człowiek-klient? Oczywiście jest w Internecie. Tylko czy wiemy, czego obecnie pragnie?

Wiemy, czego na pewno nikt nie chce

Jesteśmy tu i teraz. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi, hasło zawiera samą prawdę. Szczególnie w działalności e-commerce liczy się teraźniejszość. A wygląda ona następująco: użytkownicy nie znoszą natłoku informacji, zawalonych ofertami skrzynek e-mailowych oraz wszechobecnie wyskakujących „okienek”.

Może czas, aby pomyśleć o kliencie, jak o sobie, zamiast wizualizować sztuczną personę? Przecież wszyscy jesteśmy użytkownikami!

No bo kto z nas nigdy nie doświadczył tych emocji:
rozczarowanie – owocujące wypisaniem się z subskrypcji danej firmy, ponieważ dostarczane treści nie odpowiadały naszym zainteresowaniom i potrzebom;
obojętność – nazywana w środowisku marketerów „ślepotą banerową”, oznaczająca niezauważanie przekazu reklamowego lub ignorowanie go i wreszcie…
wściekłość – w efekcie której zainstalowaliśmy wtyczkę AdBlock? Chyba nie ma osoby korzystającej z Internetu, której nie dotyczyłaby przynajmniej jedna z wymienionych sytuacji.  Więc teraz należy pomyśleć jak to zrobić, aby jako firma nie narażać potencjalnych klientów na te wrażenia, ponieważ to właśnie między innymi one skutecznie zniechęcają odbiorcę do marki. Recepta jest w sumie prosta, ale trzeba dobrać odpowiednie składniki.

Twój klient oczekuje zrozumienia

Klienci są w stanie wiele wybaczyć swoim ulubionym producentom. Jednak nie łudźmy się, dotyczy to przede wszystkim topowych marek „sprzedających” tzw. styl życia. Pozostali muszą umiejętnie wychodzić klientom naprzeciw, minimalizując ich zaangażowanie w proces zakupowy. Co to znaczy?

Chodzi o wygodę. Najcenniejszy dzisiaj jest czas, dlatego skracając drogę użytkownika do upragnionego celu, mamy szansę uczynić z niego lojalnego klienta. Jednak aby to było możliwe, należy zautomatyzować proces przy użyciu profesjonalnych narzędzi. Kluczowym elementem jest personalizacja działań, a przy tym trafianie do konkretnego segmentu odbiorców z konkretnymi rozwiązaniami bądź produktami. W praktyce powinno to działać tak, że użytkownik „widzi” (otrzymuje) ofertę dopasowaną do tego, o czym właśnie „myśli”.

Oto przykład mechanizmu wykorzystania marketing automation:
Dzięki tzw. cookies, czyli „ciasteczkom” możliwe jest zapamiętywanie preferencji użytkownika i personalizowanie strony internetowej w zakresie wyświetlanych treści oraz dopasowania reklam. To już bardzo dużo. Dodatkowo, analizując koszyk zakupowy online, dowiadujemy się, czym klient był/jest zainteresowany. To z kolei pozwala unikać sytuacji generowania nieużytecznych wiadomości ofertowych, które trafiają do kosza i stwarzają ryzyko anulowania subskrypcji przez klienta, a w konsekwencji utratę kontaktu.

A co dalej, kiedy już wiemy do jakich odbiorców kierować swoją ofertę? O tym w kolejnym wpisie!

 

Chcesz wiedzieć więcej?

Napisz do nas!

Zarekomendujemy Ci właściwe działania

kontakt@sare.pl
» WRóć do BLOGA